Zaprawdę powiadam Wam

że chciałabym wiele napisać, ale nie mam czasu. Coś się dzieje niedobrego. Właściwie to nawet nie mam czasu pomyśleć. A co dopiero napisać, jak było fajnie.
Wróciliśmy w czwartek wieczorem, najdłużej trwało rozładowywanie kampera, potem sprzątanie to był już moment, bo syfu za wiele nie narobiliśmy. Myślałam, że mam jeszcze cały piątek, sobotę i niedzielę na odpoczynek, obróbkę zdjęć (bo zrobiłam ich pierdyliard, głównie przez szybę samochodu), szydełko i opowiadanie, jak było.
NO.
W piątek nie przyszła pani M, więc trzeba było posprzątać. Fakt, dzieci pomogły sporo. W sobotę od rana gotowałam, bo po południu wpadł kuzyn z rodziną na obiad i siedzieli do 23.00. Tak ku pamięci - kuzyn już za miesiąc będzie miał stały pobyt i przenoszą się do Polski. Dobrze, bo są naprawdę fajni i mam nadzieję na odświeżenie rodzinnych relacji, tych starych i tych nowych. W ciągu pięciu lat będzie już pełnym Polakiem. Być może drugi kuzyn też się upolszczy z rodziną, a więc rodzina na miejscu się powiększy.
Do środy prałam i prałam i prasowałam, żeby mi się góry zaległości nie narobiły. Ustawiałam do pionu domowników, którzy zdążyli zapomnieć, na czym polega życie we wspólnej przestrzeni. Dostałam ataku histerii - tylko raz! - pieprznęłam wszystkim i poszłam sobie. Poskutkowało na jeden dzień.
Dexter w tym czasie zdążył stracić następną pracę, za to jego dziewczyna nadal mieszka z nami, czyli ile to już? Nawet nie wiem, muszę poszukać w messengerze albo zdjęciach.
Teściowa miewa humory, jak to teściowa, aczkolwiek przeraża mnie, jak bardzo można nie lubić własnego wnuka, którego zresztą się własnoręcznie chowało.
W niedzielę pojechałam na cmentarz, z Dexterem i R, potem gdyńskie mieszkanie trochę uprzątnąć, a po południu powtórka z rozrywki - następna rodzinka z wizytą. Mały Milanek ma prawie dwa lata i rządzi. RZĄDZI. Albo próbuje. Na twarzach rodziców i brata dostrzegłam wyraźne oznaki zmęczenia jego panowaniem. Bądź nie panowaniem - nad sobą.
W poniedziałek z rozkoszą poszłam do pracy odpocząć.

I tak ciągle coś. A to karta EKUZ dla Deedee, bo chce jechać na wymianę do Germanii. A to wymiana telefonu teściowej - a karta SIM nie pasuje, a trzeba wymienić, a nie będziemy za to płacić, a to Wam przyślemy za darmo. A to komputer po dwóch tygodniach bezczynności wziął i się zaciął i zawieźć do naprawy. A to dekoder się wziął i zestarzał i wziąć zamówić człowieka z nowym...

Dopiero w następną sobotę udało się podliczyć koszty wyprawy, wyszło dokładnie tyle, ile się spodziewaliśmy, teraz żałuję, że sobie czegoś tam nie kupiłam, nie byłoby dramatu. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, co my i drugi kamper, bo w trzecim kamperze odprysk w szybie od kamienia, a w czwartym się utrąciło lusterko, przybijając piątkę innemu mijanemu kamperowi na zakręcie.

I jeszcze kabelek nie pasuje i nie mogę zrzucić zdjęć z telefonu, żeby je w wolnej chwili uporządkować i pokazać.

W sobotę teściowa pojechała na cały dzień do Gdańska i okazało się, że w domu zapanowała cisza i spokój. Jak było fajnie! Każdy w swoim pokoju i totalny relaks.
W niedzielę była msza zamówiona, a więc wszyscy stawiliśmy się na 12 w kościele. Potem dożynki gminne, pojechaliśmy popatrzeć, zjeść kiełbasę, grochówkę, kupiłam śliczną ceramikę, dałam swoje wyroby na ozdobienie namiotu naszej wsi. Jednocześnie zajęłam się sprawami mieszkania, co spowodowało, że w poniedziałek znów musiałam tam jechać, posprzątać troszkę, powynosić następne wory śmieci oraz zabrać trzy wory rzeczy do przejrzenia. W związku z tym góra rzeczy w mieszkaniu maleje, a góra rzeczy w domu rośnie.
W nagrodę pojechałam potem do galerii i kupiłam sobie spodnie, a co. Mówiłam już, że kocham Kappahla? Po piewsze za to, że ma spodnie dla niziołków, ale ważniejsze jest po drugie - że moja dupa ma w Kappahl rozmiar 40, i to spokojnie, nie na siłę :) Z radości kupiłam sobie jeszcze fajne gumki do włosów, skarpetki oraz sweter w prezencie dla A, bo ma jutro urodziny.
I jeszcze tylko zahaczyłam o Ziaję, bo dzięki próbkom z apteki dowiedziałam się, że wypuścili serię Gdanskin, co wydało mi się całkiem fajnym prezentem dla babeczek z Białej, dokąd jadę w ten weekend w gości.
Wróciłam do domu o 21 i padłam.
Dzisiaj za to wywiadówka.
Jutro kontrola oczka teściowej i wizyta u A, skoro już mam ten prezent i będę niedaleko.
W czwartek przyjedzie do domu fryzjerka, to skorzystam z okazji i podetnę te kłaki.
W piątek rano wyruszamy do Białej; m i teściowa na zjazd absolwentów, ja odwiedzić naszych kochanych dziubasów.

Następne weekendy też zajęte - za tydzień dożynki, za dwa rodzinny weekend grzybowy. O ile będą grzyby. Jak nie, to będzie tylko pieczone prosię. Też dobrze.

PS: I ja się pytam, gdzie jest moja paczka z bonprix?! Nowa piżama by się przydała na wyjazd

takajedna_ja 12.09.2018, 09:24

Przestraszyłam się tym niedobrym. Mam nadzieję, że to chodzi tylko o nadmiar zajęć...
A kuzyni teraz to jakie mają obywatlestwo?

matka karmiąca 12.09.2018, 08:35

Omatkobosko ! Kobieto ile ty życia w życiu potrafisz zmieścić .......:-)

dora 11.09.2018, 16:57

Ano,życie goni, nie ma czasu taczek załadować;)