Środa

M wyjechał rano na trzy dni służbowo.

Coraz bardziej przyspieszone tętno w związku z wyjazdem Deedee, załatwianie ubezpieczenia, kserowanie biletu kilka razy, żeby nie zgubiła tu ani tam ani po drodze, wydzwanianie do informacji, jak to jest z tą odprawą, ile czasu przed musi być na lotnisku.
Dokupywanie prezentów, pakowanie walizki, telefon do banku z uprzedzeniem, że właścicielka karty będzie w USA, w związku z tym proszę jej w tym czasie nie blokować karty czasem...
Sprawdzanie co rusz, czy paszport jest nadal w tym samym miejscu, w którym był.

Udało mi się nawet poćwiczyć, Dexter zrobił pyszny obiad - upiekł łopatkę, do tego pure i sałatka.
Zawiozłam teściową do biblioteki - tym razem seniorzy fetowali Niemców, odniosłam sąsiadce wykrochmalone serwetki (szpilki, kup szpilki!), odpiłam kawę.
Deedee w tym czasie zabawiała konwersacją młodzieńca, który przyjechał do babci (naszej sąsiadki) na wakacje z Manchesteru - okazało się, że świetnie się dogadują, aż dziadek musiał po niego w końcu przyjść wieczorem :-)

Wieczorem próbowałam zmęczyć Night Managera, ale po drugim odcinku nadal nie wiem, czy warto. Chyba nie lubię.

dora 07.07.2017, 16:18

Nam podobał się bardzo (ten nocny )

Przyspieszone i u nas ,we wtorek wyjazd,a ja dziecko we mgle,nie chce mi się pakować, masakra;)