Jak pech to pech

Z wczorajszych trzech zaplanowanych po pracy spraw załatwiłam jedną - laryngologa. Przed wizytą miałam godzinkę, więc pojechałam do operatora energii przepisać na siebie umowę, która była jeszcze na tatę. Miałam akt zgonu, starą umowę, akt notarialny itd. Zapomniałam tylko, że w piątek dałam mój dowód osobisty emowi, żeby odebrał moją paczkę na poczcie... A on też cały weekend tylko na zmianę myślał o tym, żeby mi oddać dowód, a następnie o tym zapominał.
Raz w życiu mi ten dowód akurat był niezbędny. 
Po lekarzu pojechałam do domu przez ośrodek zdrowia, żeby odebrać wyniki Deedee. Czekałam 15 minut, żeby się dowiedzieć, że jeszcze nie ma. Szfak.

Kiedy m podpisywał umowę ze szkołą angielskiego, zrobiłam sobie z ciekawości ten ich test kwalifikacyjny: 19/20
:-D
Pozostaje mi nadal oglądać filmy z napisami i słuchać, słuchać, słuchać. I mówić, mówić, mówić.

Ależ pogoda, aż mi się chce pojechać do domu rowerem. Tylko żeby jeszcze ktoś mi samochód przyprowadził...

Nic to, może wezmę słuchawki i pobiegam (potruchtam) w czasie angielskiego?
Słucham teraz pierwszego chyba w życiu audiobooka, wstyd się przyznać, że jeszcze nie czytałam "Złego" Tyrmanda. Czyta Ferency, więc sama przyjemność. Coś tam kiedyś chyba Chmielewskiej próbowałam słuchać, ale nie mogłam się skupić, zaraz zaczynam myśleć o tym, co na obiad itp.
Ale tak naprawdę uważam, że słuchanie audiobooków ma się nijak do czytania. Może dlatego, że jestem wzrokowcem. Kiedy się czyta, to można to robić w swoim tempie, a do tego wzrokowo uczy się ortografii.

Kat contrasty.pl 26.03.2017, 08:17

mnie,psiakrew, na angielski nie pomagają filmy z napisami, buuu...Coś tam załapałam, ale brak słownictwa. No, ale jak właściwie nigdy się nie uczyłam angielskiego...pół roku, z nauczycielem, który pracował na zasadzie "zróbcie ćwiczenia ze strony 35-37 a potem na końcu sprawdźcie sobie rezultat". Krew mnie zalewała, byłam nawet na skardze w administracji, ale guzik to dało. To dałam sobie spokój, bo innej alternatywy nie miałam. Grrr, jeszcze mnie złość trzęsie na wspomnienie.
---
Nie potrafię słuchać audiobooków. Nie wciągają mnie kompletnie, uwaga mi ciągle odjeżdża,tracę wątek.
Jedyny audiobook jakiego wysłuchałam prawie w całości to Marii Nurowskiej opowieść o Krystynie Skarbek, tytuł zapomniałam. Czytała Cielecka. Ale tylko dlatego, że była zima, nie dało się jeździć do pracy ani rowerem, ani skuterem, trzeba było piechotą przez całe miasto, jakieś 3 km w jedną stronę. Tak to wysłuchałam prawie całej książki. Prawie bo pod koniec skończyła się zima i znowu mogłam jeździć skuterem.
I tak się skończyła moja przygoda z audiobookami.

batumi 22.03.2017, 08:00

no właśnie, rozpanoszyłaś się wręcz ostatnio, ds :-)))

zgaga 22.03.2017, 00:20

Też jestem wzrokowcem i audiobooki nie dla mnie...

dees 21.03.2017, 17:05

ha, mam dokładnie to samo z audiobookami. (nie wiem co ja się u Ciebie tak uaktywniłam. zaraz sobie pójdę :D)