A jak się nie wyśpi...

to wiadomo co. Masakryczna noc. 
W sobotę wyruszyłyśmy z Deedee do gabinetu A, żeby jej wręczyć chustę. Ale jej było ładnie w tych kolorach! Jej w ogóle jest ładnie we wszystkim :-)
W rewanżu dostałyśmy mega pakę z Royal Canin i szampon dla kotów. A więc wieczorem była kolejka do wanny. Na pierwszy ogień poszła Zuzia, bo ostatnio jest dosyć ugodowa. I rzeczywiście, była bardzo spokojna (a w środku dramat pewnie). Fela spokojnie czekała na kanapie, tylko jak zobaczyła Zuzię wyglądającą jak wycior do armat to trochę spanikowała. Na szczęście udało się i ją umyć, trochę z płaczem i raz o mało nam nie uciekła z wanny.
Kerę oszczędziłyśmy, chcąc najpierw poobserwować tamte dwie młodsze, jak na nie wpłynie ta przygoda. Mogłaby staruszka nam na serce paść, tym bardziej, że jest głucha i niczego się nie spodziewała. Poza tym trochę się bałyśmy, bo ona to potrafi w jednej sekundzie zamienić się w diabła wcielonego, piekło i szatani.
Po gabinecie odwiedziłyśmy jeszcze moją siostrę i wróciłam do domu z wielką torbą materiałów do szycia. Nie wiem, co ja z tym zrobię.
Poza tym weekend był tak denny, że co pół godziny byłam bliska wbicia sobie szydełka w oko, dla miłej odmiany.
Nie wiem, co to było, wszystko mnie wkurwiało, może to następny objaw menopauzy? Inna sprawa, że NIEKTÓRZY też dawali popalić aż miło. Ale czy więcej niż zazwyczaj? Nie wiem.
Próbując poprawić wzajemne stosunki, obejrzałam dla towarzystwa pierwszego Mad Maxa i w trakcie rozważałam, czy nie wbić sobie szydełka również w ucho. Potworne dźwięki, jak to w filmie z lat 70tych. Świsty, gwizdy, wycie i beznadziejni aktorzy. Jak to mi się mogło kiedykolwiek podobać?! Byłam tak zmęczona psychicznie po tym, że... nie będę się powtarzać.
Niedziela - próbowałam poprawić sobie nastrój czymś dobrym do jedzenia, więc zrobiłam bułki do burgerów, tiramisu, potem burgery z indyka, karmelizowaną cebulkę do nich.
Bułki były za mało słone, wielkie i zapychające, burgery bez wyrazu, cebulka ok, ale trawienie jej też nie należy do przyjemności. Sytuacji nie poprawiło tiramisu - pyszne, ale jakież to tłuste! Już się odzwyczaiłam od takich rzeczy.
No i wieczorem obejrzałam na showmaxie dziwny, acz dobry film "Fanatyk" ("mamo, oglądasz Fanatyka?!"), w trakcie Deedee uświadomiła mi, co to za film i skąd się wziął, ciekawe zaiste. Można go potraktować jako kolejny dowód na to, że jak aktor dobry, to zagra wszystko. Nawet taboret.
Potem jakimś trafem znowu odpaliłam dziwny film i mam wrażenie, że tych samych twórców, co zrobili ten musical o Warszawie (jak on się nazywał???) - "Córki dansingu". Zboczony, dziwny i oderwać się nie można. I fascynuje mnie Kinga Preis.


Jedynym fajnym akcentem tego weekendu (coś muszę przecież odnotować pozytywnego) było to, że A od razu zauważyła, że się lepiej maluję. Ach, jakże miło posłuchać, że się świetnie wygląda. A ja dopiero raczkuję przecież (i jak mogłam żyć tyle lat bez korektora pod oczy?! I bez zwilżonej gąbeczki do podkładu? No jak?!)

A, i kupiłyśmy sobie z Deedee cztery pary butów na takiej jednej fajnej stronce, ale niestety jedną muszę dziś odesłać, więc idę. Pa

takajedna_ja 25.01.2018, 08:53

chyba do ciebie pojadę i pokażesz mi jak się tego korektora i tej gabeczki używa. Bo ja się uczę z praktyki, a doszłam do wniosku, że jak się skończyło 35 rak życia...jakiś czas temu...to może by człek zaczął się wreszcie malować?

kalina 23.01.2018, 15:20

Potwierdzam, weekend był do bani. Jedyna nadzieja, że nadchodzący tydzień może być już tylko lepszy... ;-)

frotka 22.01.2018, 19:26

"fanatyk" to niemal moja biografia ;-))gdyby jeszcze ktoś z nich otworzył lodówkę i zamiast konserw znalazł puszki z robakami, zapłakałabym z tęsknoty za dzieciństwem ;D
Ruda, Padre i Igor namiętnie wędkowali - tylko ja, znudzona, nad wodą w leżaczku pochłaniam kolejne romanse