Lektura

Tak się zdenerwowałam, że aż muszę tu napisać. 
Bo zaczęłam trzecią z konkursowych książek - "Gotenhafen" I.Żukowskiej.
Wczoraj dotarłam do 20 strony, przyzwyczajając się do stylu autorki, oswajając się z niemieckimi nazwami dobrze mi znanych miejsc, przeskakując do przypisów, które są, chociaż nie od razu je odkryłam, bo w tekście nie ma odnośników. Trochę mnie to zmęczyło, ale powiedziałam sobie "ok, musi czytelnika wprowadzić w nastrój, w realia tamtych czasów, potem będzie lżej".
Dzisiaj dobrnęłam do 48 strony i 


... i nie wiem, co robić.

Co drugie zdanie jest kilkukrotnie złożone i oprócz bieżącej akcji zawiera jeszcze podłoże historyczne. Naprawdę, proszę bardzo, tutaj cytuję zdanie, na którym poległam, a jest to DZIESIĘĆ LINIJEK tekstu:

"Kiedy cztery lata później minister Joseph Goebbels, filozof dwanaście lat wcześniej doktoryzowany przez szacowne grono profesorów z Heidelbergu, powołał Izbę Kultury Rzeszy, prezes wchodzącej w jej struktury Izby Muzycznej, autor poematu "Tako rzecze Zaratrustra" i entuzjasta Wagnera, Ryszard Strauss swą germańską muzyką chroniący żydowską synową, zaprosił go do współpracy, dawny cesarsko-królewski rittmeister razem ze swą polsko-węgierską żoną przeprowadził się do Berlina i choć nie zrobił tu wielkiej kariery, miał jednak pewne znajomości, dość mocne, by uchronić doktor Kamieńską przed losem innych mieszkańców Gdyni."

Włala. Mogę przetłumaczyć, jeśli ktoś chce - bohaterką tego fragmentu jest doktor Kamieńska, której nie wypędzono z Gdyni i dlatego teraz mogła zająć się pacjentem.

Zaletą książki są na pewno stare zdjęcia Gdyni, klimacik, szczegóły wyposażenia wnętrz. Ja się tam wychowałam, więc znam te miejsca na wylot. Ale konstrukcja tekstu - klękajcie narody. Aż poszukałam sobie, co inni sądzą o tej książce, bo może ja jestem za głupia i perły przed wieprze. Otóż chyba tak, jestem wieprzem, bo nikt się nie zająknął, że miał problem z wyłapaniem akcji w kontekstu.
Może to dlatego, że czytam tę książkę pod kątem konkursu i przykładam wagę właśnie do nazw, miejsc i historii. Może inni (tak się łudzę) przelecieli wzrokiem te właśnie szczegóły, podążając wątkiem kryminalnym.

Nie no, nie mogę. JA CIĘ NIE MOGĘ. Oto następne zdanie (naprawdę, nie ściemniam):

"Bowiem gdyby nie interwencja szwagra w Berlinie, doktor Kamieńska, żona aresztowanego we wrześniu trzydziestego dziewiątego pracownika Instytutu Bałtyckiego, z Gotenhafen przepędzonego do więzienia w Victoriaschule przy Holzgasse w Danzig, a potem wysłanego do obozu kierowanego przez gdańskiego volksdeutscha Paul'yego, którego historia zaczęła się w rodzinie Pawłowskich, a skończyła w powołanym uchwałą senatu Wolnego Miasta SS-Wachsturmbann skrupulatnego sekretarza sądowego Kurta Eimanna, gdyby więc nie interwencja w samym Berlinie, doktor Kamieńska podzieliłaby los swego męża."

Na nasze: doktor nie wypędzona, więc mogła zająć się pacjentem, głównym bohaterem.

Mam nadzieję, że wątek pani doktor się rozwinie, bo jak nie, to ja naprawdę przerzucam się na Michalak albo harlequiny.

dora 09.08.2019, 14:22

Gdzie jesteś Batumi?!

onekajet.blogspot.com 15.02.2019, 12:29

Hahaha! Dygresja do dygresji. Zdania siedmiokrotnie złożone podrzędnie. Koszmar! :-)

batumi 15.02.2019, 09:21

MamoKlary, za takie zdania to na Sybir prosto prościuteńko ;)

Mamaklary 14.02.2019, 21:01

Takie zdania to ja na czerwono podkreślam;)))) Za takie zdania oceny obniżam;)))

takajedna_ja 14.02.2019, 18:49

okej, nareszcie znalazłam praktyczne zastosowanie słów "nadambitny" oraz "przeintelektualizowany".
Rzuć w cholerę.
To zła literatura jest nawet jesli mówi o poważnych sprawach.

dora 14.02.2019, 17:35

No ale jak tam Walętynki ?

dora 14.02.2019, 17:35

Rzuciłbym w pierony, podziwiam,że doszłaś do 48 strony:)

przepompownia 14.02.2019, 09:29

Zdaje się, że bym lekturę porzuciła. Brrr... A jeśli o Kamieńską chodzi, to stanowczo wolę tę z serii A. Marininy.
Trzymam kciuki za rozwój akcji. Za rozwój zdań już niekoniecznie;)