To nie do końca tak

Owszem, fajnie by było dostawać prezenty bez okazji, tylko, że to już nie jest aż taki fun. Na przykład 30 grudnia m trafił w Lidlu w Pucku na ostatni gramofon i go kupił, bo Deedee wspomniała kiedyś, że by chciała. No to go dostała, pierwszego stycznia. Łatwiej było kupić nowy w Pucku, niż pójść po stary na strych :-) Teraz już nikt nie będzie miał kłopotu z prezentem dla niej, bo płyty tanie nie są - takie, jak ona chciałaby mieć.

Dla porządku trzeba jeszcze sobie zapisać, że m był w przedświątecznym tygodniu w szpitalu, od poniedziałku do czwartku, po powrocie już nie palił i nie pił kawy - jak się facet dobrze przestraszy, to zaraz po rozum do głowy idzie. Przekonał się, że nie jest niezniszczalny. Ja powinnam pójść w jego ślady, nawet próbuję, ale walka jest bardzo nierówna. Na razie próbuję nie palić w domu, bo o dziwo w pracy jest o wiele trudniej. Można skisnąć, jak się przez osiem godzin nie ma chwili wytchnienia, a tak to zawsze można wyjść, zapalić i pomyśleć o życiu.

Aaaa, miałam wstawić zdjęcie szwedzkiej chusty jak dojdzie! Doszła, nawet zdążyłam przed świętami, zachwyt był ogromny, więc jestem bardzo usatysfakcjonowana (oj, trudne słowo). Ach, gdybym tak mogła wyżyć z robienia takich chust...
Jak znam siebie, to pewnie po piątej chuście poszłabym z siekierą w tłum na Monciaku :D Niestety, za dużo nowych pomysłów co chwilę nachodzi człowieka.
A szwedzka chusta wygląda tak (chociaż żadne zdjęcie nie oddaje prawdziwych kolorów, ale mam nadzieję na profesjonalne zdjęcie na szwedzkim śniegu ;) )

Potem zaczęłam wreszcie swoją Lost in time, z włóczki kupionej za urodzinową forsę od siostry. Ale w święta wpadłam na genialny pomysł, żeby nie dać się zaskoczyć w 2018 roku różnymi okolicznościami urodzinowo - imieninowymi. Popatrzyłam w kalendarz i proszę bardzo, pierwsza z brzegu jest moja ulubiona siostrzenica, już 21 stycznia ma imieniny, więc przerwałam pracę nad swoją chustą i szybciutko zamówiłam w Kokonkach włóczkę Scheepjes Whirl, którą baaardzo chciałam wypróbować:

Przyszła już w piątek, wieczorem zaczęłam, a we wtorek było już tyle:


Jeszcze wrzucę chustę dla koleżanki z pracy, bardzo fajnie się robi te entrelaki, koleżanka nosi, więc chyba się spodobało, aczkolwiek zdecydowanie powinnam była zrobić większą.

W tle widać naszą choinkę, jeszcze czekającą na strojenie. I trzeba odnotować, że była to najładniejsza choinka w tym domu, czyli od 14 lat. Niestety, nie umiem zrobić zdjęcia tak, żeby to dało się zobaczyć, ale w rzeczywistości zapiera dech za każdym razem, jak się ją zobaczy - i w dzień i w nocy.


Deedee ubrała ją zupełnie samodzielnie, wybrała kolory srebrny, niebieski i biały, z leciutką domieszką różowego. Srebrne łańcuchy, niebieskie, różowe i srebrne bombki, a białe gwiazdki prędziutko zrobiła niżej podpisana.

Bo szewc to bez butów chodzi zazwyczaj.

frotka 08.01.2018, 18:53

mam zorany łeb
czytam: trafił w Lidlu w paku
ki chuj?! co to jest ten pak??
za dużo angielskiego w moim życiu ;/

ja-wciaz-ta-sama 07.01.2018, 20:06

no chusty śliczne są , mimo że kocham niebieskości to wzór z tej rudo beżowej bardziej mnie urzekł
i choinka faktycznie dostojna ,taka smukła

takajedna_ja 06.01.2018, 05:50

chusta jest przecudnej urody! Ale w szwedzkich śniegacj zdjęć jej nie zrobię, bo śniegu nie ma. Deficyt. Znowu wszystko poszło do Ameryki.
Ale dobrze, jak się obrobię z takimi różnymi i jak wróci moja córka wezmę chustę na dwór i zrobię jej sesję.
I moja też mogłaby być większa. Bo ja duża wszerz jestem :P (co oczywiście nie zmienia ani jej urody ani przydatności do noszenia zamiast szalika. A Litwinka powiedziała, że w sumia taka chusta to sama robi za strój i na jakieś wyjście to można założyć dżinsy, koszulkę białą, narzucić chustę i jest strój odświetny