Ramiona i nie tylko

Proszę bardzo. Ja po dwóch miesiącach PRAWIE daję radę :-)

https://www.youtube.com/watch?v=F1CohjEGbPc

Ma też filmiki z sześcioma minutami na inne seksowne części ciała ;-)

W piątek byłyśmy na "Ostatniej rodzinie". Straszliwie przeżyłam ten film. Trzeba go obejrzeć, koniecznie, ale tylko raz. Zazwyczaj mam niedosyt, bo chciałbym zobaczyć wszystko, w szczegółach, całą historię i to, co za kulisami. Tym razem miałam przesyt szczegółów z życia tej rodziny. Okropnie zniosłam umieranie rodzicielek, ale to wiadomo. Nie bardzo trawiłam postać Tomasza - pamiętając to, co pisała Kasia o nim i jego listy oraz jego audycje. 
Cudowna była matka, a Zdzisław - genialny. Tzn. Seweryn genialny. Wróciłam do domu i od razu rzuciłam się do wikipedii i google.
Pierwsza piosenka prezentowana przez Tomka w radio - moje ukochane Yazoo, ech. Nawet Marillion się załapał.
Ale niewątpliwie cały ekran zagarnął Seweryn. Po raz pierwszy od baaaardzo dawna światła w sali kinowej zastały mnie zalaną łzami.

Sobota była taka sobie, pomimo wielu starań. Coś nie grało. Ale za to nacieszyłam się Thermomixem - najpierw upiekłam chleb - w końcu wyszedł świetny i wielki. Teraz potrzebuję przepisu na chleb taki, jaki jak lubię, czyli mocno ziarnisty. Potem zrobiłyśmy z Deedee sernik - idealny! Oczywiście, m miał zastrzeżenia, ale wczoraj wieczorem z całej blachy został kawałeczek. Potem męczyłam się ze znalezieniem przepisu na zupkę tajską; taką, która by mi pasowała. W końcu dałam spokój, krewetki pozostały w zamrażarce, a ja pomyślałam, co zrobić z puree ziemniaczanym, które zalegało w lodówce, mięsem drobiowym i pieczarkami. Normalnie to wiadomo - zrobiłabym zapiekankę, zalałabym śmietaną, posypała serem i wszyscy byliby szczęśliwi łącznie z moją d..ą.
Zrobiłam więc dla rodziny zupę porową zagęszczoną ziemniakami, na koniec jeszcze wmiksowałam w nią zupę jarzynową teściowej z poprzedniego dnia. Uwielbiam, jak nic się nie marnuje!
A z drobiem i pieczarkami zostałam. I nagle wtem mnie oświeciło - przecież ja uwielbiam pasztety! Cukinię też miałam, a przepis był banalnie prosty. Żadnej bułki tartej do środka - dodatkowy plus. Wyszedł super. O, właśnie, muszę sobie wydrukować.
Za to niedzieeeelaaaa.....
Też mieliście taką cudną pogodę? Wstałam o 8.30, wskoczyłam w strój i chciałam zapuścić swój ulubiony Skalpel. Okazało się, że zniknął z netu. Rwał jego nać. To zamówiłam sobie płytę a potem robiłam składankę z różnych filmików, ale chyba przegięłam z pewną częścią, bo siadanie i wstawanie jest dziś problematyczne. Rozciąganie też słabo wyszło. Muszę sobie przygotować własne składanki na następny raz. 
Potem poszłam na taras i wchłaniałam słońce, a potem ubrałam, uwaga, SUKIENKĘ i pojechaliśmy na obiad do niedalekiej restauracji. A właściwie zagrody. Pszczoły siadały mi na głowie, bo po myciu włosów nałożyłam maseczkę na blondie i w pełnym słońcu biedne owady myślały, że moja głowa to jakieś mniejsze słońce albo co. Jedliśmy na zewnątrz, trzeba było zdjąć kurtki, tak grzało! Rudy kocur wygrzewał się koło stolika. Wkurzony gąsior syczał opodal. Być może miało to związek z żółcią mojej sukienki. Przez murawę maszerowała moja pokrewna dusza - mały ale niezwykle dumny kogucik.
A do tego pyszny obiadek - udko faszerowane (m.in. suszone pomidory) w sosie curry, zupa boczkowo - jabłkowa, kompot z papierówek, mniam.
Na deser zabrakło miejsca. Zresztą sernik czekał w domu. I chyba jestem uzależniona od cappuccino z thermomixa.

Powyższe pisałam w poniedziałek. Teraz dzisiejsze wypociny:

Ponad tydzień mordowałam się z kołowcem na szydełku, a w niedzielę się wkurzyłam i zaczęłam go przerabiać na sowę. Będzie cudna. I będzie użytkowa - wystąpi jako stoper do drzwi od zielonego pokoju, bo mnie wkurzają, jak się same zamykają. Na razie tę funkcję pełni świeca.

Z naszej wyprzedaży bibliotecznej cudeńka znikają w dość szybkim tempie, jutro doniosę następne drobiazgi. Ciekawe, czy moje kolczyki poszły? Wyciągnęłam dwa sowie etui na telefony, które zalegały w pudełku, a tak przynajmniej jakiś pożytek z nich będzie.
Na aukcji facebookowej komplety koralikowe nie idą, przesadziłam z ceną, zresztą zdjęcia też nie potrafię zrobić tak, żeby oddało ich prawdziwe piękno.