Nie ma nie ma

pewnie, że są. 
Najpierw poszłam z dziećmi do naszego lasu, w środku nic nie było, za to na drodze - prawdziwki. Wróciliśmy z małą siateczką do domu i z ogromnym apetytem na dalsze zbiory. Wczoraj m wrócił z pracy z wiadrem prawdziwków i kartonem kani. Trochę uzbierał sam, resztę dostał.
Dziś rano nasza kochana, nieoceniona i niezastąpiona pani B przyjechała z miską podgrzybków...

Suszarka chodzi na okrągło, licznik prądu wpadł w czwarty wymiar.

Jutro chyba wezmę wolne i pojedziemy rodzinnie. Albo i nie. Bo kolega w pracy już dwa dni łazi z anginą, dzisiaj idzie dopiero na 14 do lekarza, jutro czwartek - w naszej firmie to luźniejszy dzień, to pewnie zostanie w domu, a ja będę musiała dyżurować. Dzisiaj mam okulistę w ramach badań pracowniczych (może wreszcie dostanę okulary, ja to jestem taka gupia, że całe życie marzę o okularach!) Ostatnio zauważyłam, że mam jakieś problemy z nawleczeniem igły.

A'propos igły - wczoraj w końcu miałam zamek do spódnicy i strasznie bałam się za to zabrać. Z kursu pamiętałam tylko, że to strasznie skomplikowane i nigdy nie wychodzi za pierwszym razem. Za drugim też często nie. Najpierw spróbowałam na starym zamku, nie krytym, udało się. Potem z duszą na ramieniu przyszyłam już właściwy zamek do właściwego materiału. Tylko raz musiałam spruć, bo zapomniałam, że wypadałoby obie połowy zamka przyszyć na tej samej wysokości.
Swoją drogą, to jeżeli ledwo zipię szyjąc spódnicę, która jest opisana krok po kroku i oznaczona jako łatwa, to ja bardzo dziękuję i nie bardzo się widzę szyjąc sukienkę dla Deedee. TEŻ Z PODSZEWKĄ.
Spódnica ma karczek, zamek, karczek z fizeliną, falbanę.........
Nie wiem, kiedy ją skończę. Jutro ostatnia lekcja szycia, pojadę pochwalić się spódnicą, chociaż poza tym to nie wiem, co tam będę robić, bo temat będzie "dopasowanie wykroju do siebie", co właśnie szyjąc tę spódnicę uczyniłam.

Mamy następny koci problem. Przyplątało się małe takie czarno białe i zamieszkało na naszym podwórku. Śliczne, ładne, słodkie, ale k....a czwartego nie chcę! A za chwilę może się rozmnożyć, jeśli to ona. Do tego kaszle i ma robaki. Jest zupełnie dzika(i) i nie daje się dotknąć, chociaż jak stoję paląc na tarasie, to przechodzi koło mnie coraz bliżej i w ramach ocieractwa dotyka koniuszkiem ogona. Za to na widok teściowej dostaje kociokwiku, a więc wydało się, kto ją dokarmia. Ciekawe tylko, kto poświęci popołudnie, benzynę i pieniądze na zawiezienie do weta, zaszczepienie, odrobaczenie, załatwienie budy na zimę, wyleczenie itd.
Możecie obstawiać.

czarny.pieprz 27.09.2015, 21:45

Okulary? noszę do czytania od zeszłego roku. Raaaany, jak mnie to wkurza. Niestety, złośliwcy zaczęli umieszczać takie małe literki na produktach w sklepie, że ramienia mi nie starczało:-)

fusilla 25.09.2015, 20:31

Póki co , u nas słonecznie, to sita z grzybami wystawiam na powietrze ogrzane słońcem, a potem pod lekki wiaterek od kominka (elektrycznegoof course)! :-))))

dora 23.09.2015, 21:57

Ja też mam taki koci problem na podwórku i też nie wiem co robić, dokarmiam,ale co jak przyjdzie zima? Sama nie moge przygarnąc, nie znam nikogo kto by chciał:(
Bardzo mi zal ,kotek drobny, syczy jak chcę bliżej podejsc, ale na miche czeka regularnie o tej samej porze codziennie. No serce się kroi.


Ta spódnica to skomplikowana,podszewka, karczek, flizelina, łojeju, jak za dawnych czasów:)))))) Jest to do uszycia,trzeba przyprasowac,zafastygować,tak jak i z zamkiem, fastrygą łapiesz i jest ok.

Ogólnei to w szyciu dobry wykrój to podstawa.A u mnie wlasnie z tym problemy,ja jestem niecierpliwa,kiedyś to owszem wyszywałam,szyłam dla siebie ciuchy, bluzki,spódnice,nawetpłaszczyk z ociepleniem i podszewką, ale to byłob.dawno temu, i już mi przeszło:)

matka karmiąca 23.09.2015, 20:28

E tam-nie chcesz.Przedostatnie zdanie sugeruje,że już raczej podjęłaś decyzję :).Zresztą przy tylu kotach, czy trzy czy cztery to już nie ma znaczenia :).Dasz radę.Wychowa się :)Pozdrawiam :)