No tak

Dexter się przebranżowił, bez konsultacji z nami, no przecież jest dorosły. W obliczu tego, co się dzieje w domu, nie mieliśmy nawet ochoty jakoś na to zareagować.

M ucieka w książki, ja w robótki i książki. Wczoraj wolałam odśnieżać, niż wejść po pracy do domu.

Ale apropopo - m czyta świetnego Pratchetta - "Ostatni bohater" - do tego ze wspaniałymi ilustracjami. Ja za to wzięłam do ręki książkę, którą Deedee czytała na konkurs (nie przedostała się do etapu wojewódzkiego) - "Czarny Młyn" Marcina Szczygielskiego. Wzięłam i już nie wypuściłam. Świetnie napisana. I do tego wiele spraw baardzo bliskich mnie i mojej rodzinie. Dobrze robi uświadomienie sobie niektórych spraw.

A dziś przy obiedzie aż się zakrztusiłam, jak przeczytałam:
"A co wymaga więcej odwagi: zapakowanie walizki i podróż na koniec świata w nieznane, nawet między wikingów, żeby coś zdobyć, czy pozostanie na miejscu i staranie się z całych sił, dzień w dzień, noc w noc - nawet wtedy, gdy się wie, że niczego się nie zmieni, że można, co najwyżej, wszystko podtrzymać, ale niczego się nie popchnie do przodu?"
Dobrze mi to zrobiło po wczorajszym dniu i dzisiejszym poranku, kiedy nie mogłam zapanować nad złością i niechęcią. A przecież minął tylko jeden miesiąc...

zgaga 29.01.2014, 22:53

Wierz mi, że druga opcja wymaga więcej samozaparcia! I więcej ,,kosztuje'' w sensie psychofizycznym, niestety... Ciągle pamiętam, że pytałaś o jakieś namiary na osoby chętne do opieki. Ale naprawdę brak mi pomysłu. Sama zaczynałam od GOPS-ów, tam mogą podesłać kogoś na np. 2-3 godziny w tygodniu za niewielką opłatą. Jeśli natomiast warunki materialne są słabe, możliwa jest i darmowa pomoc. Spróbuj do swojego ośrodka uderzyć, zasięgnąć języka. Ratuj się!